
Siedemdziesiąt tysięcy złotych długu, obiecana rata 1200 zł i jedna wizyta w Warszawie. Dwa miesiące później ten sam człowiek miał do oddania 109 tysięcy, dwie umowy zamiast jednej i trzy świeże kredyty gotówkowe zaciągnięte tego samego dnia. Rozkładamy tę sprawę na części, bo schemat powtarza się niemal co do kroku.
„Kredyt na chwilówki” brzmi jak produkt bankowy. Nie jest. Za tą nazwą kryje się zwykle pożyczka od prywatnego inwestora albo tak zwanego konsorcjum finansowego, w której zarobek nie bierze się z odsetek, tylko z prowizji doliczonej do kwoty do spłaty. Odsetki maksymalne ogranicza ustawa. Prowizja, jeśli umowa wypadnie poza reżim ustawy o kredycie konsumenckim, praktycznie nie ma sufitu.
Cała sprawa w minutę
Cała historia w skrócie: co obiecano, ile realnie kosztowało i w którym momencie sprawa przestała być do odkręcenia. Poniżej rozkładamy to samo na czynniki pierwsze.
82 tys. zł na umowie, 52 tys. na koncie — skąd wzięła się prowizja 30 tys. zł Druga umowa na 16 400 zł i obietnica „wyczyszczenia” BIK, której nie da się spełnić Akt notarialny, czyli komornik bez wyroku sądu Sygnały, po których rozpoznasz taką ofertę, zanim podpiszesz Materiał Fundacji Nieco WięcejZaczęło się od raty 1200 zł
Bohater tej historii prowadził jednoosobową działalność od dwunastu miesięcy. Wcześniej korzystał z chwilówek, aż zobowiązania urosły do 70 tys. zł. Szukał w sieci konsolidacji i trafił na firmę reklamującą „oddłużanie” przez kredyt na chwilówki.
Oferta wstępna brzmiała rozsądnie: 70 tys. zł konsolidacji, jedna rata 1200 zł. Do analizy poproszono go o raport BIK i potwierdzenia wpływów wynagrodzenia. Standardowy zestaw dokumentów, standardowe pytania. Potem zaczęło się czekanie.
- Dzień 1. Kontakt przez internet, oferta 70 tys. zł z ratą 1200 zł, prośba o raport BIK.
- Dni 2–14. Analiza finansowa. Kontakt się urywa, przedstawicielka tłumaczy to urlopem.
- Dzień 14. Zaproszenie do Warszawy i wniosek wypełniany przez internet. Kwota rośnie do 82 tys. zł, w tym 30 tys. prowizji.
- Dzień podpisu. Umowę klient dostaje do ręki dopiero wtedy, gdy jest już w drodze do siedziby firmy.
- Po podpisie. Druga umowa, konsultingowa, na 16 400 zł. Obietnica „czyszczenia” BIK i pomocy w banku.
- Dwa miesiące później. Termin zwrotu 109 tys. zł. Klient zaciąga kredyty w trzech bankach jednego dnia.
Dwa tygodnie ciszy to nie zaniedbanie, to metoda
Milczenie po stronie pożyczkodawcy działa na jego korzyść na dwa sposoby: rosną koszty naliczane za każdy dzień zwłoki, a klient, który oddał już dokumenty i odliczył dni do spłaty chwilówek, ma coraz mniej siły, żeby wstać od stołu.
Osoba zadłużona rzadko negocjuje na spokojnie. Ona odlicza terminy: do wezwania do zapłaty, do wypowiedzenia umowy, do wizyty komornika. Firmy, które żyją z takich spraw, świetnie to rozumieją i wpisują presję czasu w model działania.
Efekt jest zawsze ten sam. Warunki pokazane po dwóch tygodniach nie mają nic wspólnego z tymi, dla których klient w ogóle zaczął rozmowę. A on i tak podpisuje, bo alternatywę widzi już tylko jedną.
Prowizja 30 tysięcy ukryta w kwocie kredytu
Umowa opiewała na 82 tys. zł. Brzmi jak większa pomoc niż wnioskowane 70 tys., dopóki nie sprawdzisz, co składa się na tę kwotę. Prowizja 30 tys. zł nie została wypłacona klientowi. Została doliczona do salda, od którego liczy się spłatę.
Policz to razem z nami. Do ręki: 52 tys. zł. Do oddania: 109 tys. zł w dwa miesiące. Sama prowizja to 36 procent kwoty widniejącej na umowie i blisko 58 procent tego, co klient realnie zobaczył na koncie.
Do tego doszło zabezpieczenie: dobrowolne poddanie się egzekucji w akcie notarialnym. Firmy opisują je najczęściej jako „umowę opartą o art. 777”, co bywa mylące, bo chodzi o art. 777 Kodeksu postępowania cywilnego, nie cywilnego. Skutek jest bardzo praktyczny: wierzyciel nie musi wygrywać procesu. Idzie do sądu tylko po klauzulę wykonalności, a stamtąd prosto do komornika.
Sam akt notarialny nie jest niczym nagannym, banki też z niego korzystają. Problem zaczyna się wtedy, gdy zabezpiecza roszczenie, którego wysokości dłużnik nigdy nie miał szansy zweryfikować przed podpisem. Umowa trafiła do niego dopiero w drodze na spotkanie.
Druga umowa, o której nikt nie uprzedził
Po podpisaniu umowy pożyczki klient odwiedził biuro firmy i podpisał drugi dokument: umowę konsultingową na 20 procent wartości pożyczki, czyli 16 400 zł. W zamian usłyszał obietnicę „czyszczenia” BIK oraz pomocy w znalezieniu korzystnego kredytu bankowego.
Z obietnic nie wyszło nic. Analiza zobowiązań pominęła kredyt w Santanderze, więc plan spłaty od początku nie domykał się arytmetycznie. Po korzystny kredyt klient pojechał do oddziałów sam, a rolą „konsultanta” okazało się wystawienie faktury.
Rozbicie opłaty na dwie umowy to nie przypadek. Pożyczka i usługa doradcza formalnie są odrębnymi stosunkami prawnymi, więc kosztu konsultingu nie widać w rachunku pożyczki. Prawnicy od lat wskazują, że taka konstrukcja służy głównie temu, by realny koszt finansowania nie mieścił się w żadnym zestawieniu.
Osobno warto zapamiętać jedno: „wyczyszczenie” BIK nie istnieje jako usługa. Dane w Biurze Informacji Kredytowej można sprostować, gdy są nieprawdziwe, albo wycofać zgodę na ich przetwarzanie po spłacie zobowiązania. Nikt nie usunie prawdziwej historii opóźnień za opłatą. Jak naprawdę działa ocena punktowa, opisaliśmy w tekście o nowym modelu scoringowym BIK.
Ile to kosztowało — pełny rachunek
Z 70 tysięcy zrobiło się ponad 155 tysięcy
Stan sprawy na dzień zgłoszenia do Fundacji. Kwoty zaokrąglone, sprawa indywidualna — nie przesądza wyniku żadnego innego postępowania.
Najbardziej bolesna pozycja nie jest wcale największa. To 30 tys. zł nowej pożyczki, zaciągniętej po to, żeby oddać poprzednią. W ten sposób klient wrócił dokładnie tam, skąd zaczynał, tyle że z gorszą historią kredytową i wyższą ratą.
Dlaczego prokuratura nie zawsze widzi tu przestępstwo
Tu dochodzimy do sedna. Ustawa o kredycie konsumenckim ogranicza pozaodsetkowe koszty kredytu wzorem z art. 36a: 10 procent kwoty kredytu plus 10 procent za każdy rok kredytowania, przy czym łącznie nie więcej niż 45 procent. Dla pożyczki do 30 dni limit wynosi 5 procent.
Ile mogłoby to legalnie kosztować. Przy 52 tys. zł faktycznie wypłaconych i dwóch miesiącach spłaty limit z art. 36a daje około 6 tys. zł kosztów pozaodsetkowych. Naliczono 46 400 zł, czyli ponad siedmiokrotnie więcej.
Haczyk polega na tym, że ten limit chroni konsumenta. Klient prowadził działalność gospodarczą, a firmy pożyczkowe potrafią z tego zrobić użytek: kierują umowę na firmę albo wpisują cel gospodarczy, żeby wyprowadzić ją poza reżim ustawy konsumenckiej. To pierwsza rzecz, którą sprawdzamy w każdej takiej sprawie, bo od niej zależy cała reszta argumentacji.
Nie znaczy to, że przedsiębiorca zostaje bez ochrony. Narzędzia są, tylko trzeba ich użyć świadomie:
- Wyzysk (art. 388 Kodeksu cywilnego). Jeżeli druga strona wykorzystała przymusowe położenie, niedoświadczenie lub brak rozeznania, można żądać zmniejszenia świadczenia albo unieważnienia umowy. Od 2022 roku obowiązuje domniemanie: gdy jedno świadczenie przewyższa drugie co najmniej dwukrotnie, dysproporcję uznaje się za rażącą. Termin to trzy lata od zawarcia umowy, a dla konsumenta sześć lat.
- Lichwa (art. 304 Kodeksu karnego). Paragraf drugi obejmuje żądanie kosztów pozaodsetkowych w kwocie co najmniej dwukrotnie przekraczającej ustawowe maksimum i przewiduje karę od trzech miesięcy do pięciu lat. Paragraf pierwszy dotyczy wyzyskania przymusowego położenia kontrahenta i sięga trzech lat pozbawienia wolności.
- Oszustwo (art. 286 Kodeksu karnego). Wchodzi w grę, gdy druga strona od początku wprowadzała w błąd co do warunków, na przykład obiecując ratę 1200 zł bez zamiaru udzielenia takiego finansowania.
- Rejestr instytucji pożyczkowych. Od 1 stycznia 2024 roku instytucje pożyczkowe podlegają nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego, a wpis do rejestru jest warunkiem legalnego udzielania pożyczek konsumentom. Sprawdzenie firmy w rejestrze KNF zajmuje minutę i bywa najszybszą odpowiedzią na pytanie, z kim rozmawiasz.
- Klauzule niedozwolone. Osoba fizyczna prowadząca działalność, która zawiera umowę niezwiązaną bezpośrednio z jej zawodową specjalizacją, korzysta z części ochrony konsumenckiej, w tym z przepisów o klauzulach abuzywnych. To argument regularnie pomijany przez pożyczkodawców.
W praktyce organów ścigania takie sprawy często kończą się odmową wszczęcia postępowania z adnotacją, że to spór cywilny. Dlatego zawiadomienie warto opierać nie na poczuciu krzywdy, lecz na dokumentach: korespondencji sprzed podpisu, nagraniach rozmów, terminie przekazania umowy i różnicy między ofertą a treścią finalną.
Sześć sygnałów, po których rozpoznasz taką ofertę
- Obietnica dla każdego. „Kredyt bez BIK”, „pożyczka dla zadłużonych”, „jedna niska rata nawet dla bezrobotnych”. Instytucja, która nie bada zdolności, nie zarabia na spłacie. Zarabia na prowizji albo na zabezpieczeniu.
- Umowa dopiero na miejscu. Odmowa przesłania wzoru wcześniej to sygnał ostateczny. Nie ma powodu, dla którego uczciwy pożyczkodawca miałby ukrywać treść dokumentu przed podpisem.
- Prowizja doliczana do kwoty pożyczki. Sprawdź dwie liczby: ile dostajesz na konto i ile masz oddać. Różnica jest jedynym uczciwym miernikiem kosztu.
- Druga umowa obok pierwszej. Konsulting, doradztwo, opieka nad procesem. Zwykle 15–25 procent wartości pożyczki, płatne z góry lub potrącane z wypłaty.
- Cisza w kluczowym momencie. Nagły urlop, awaria systemu, „analityk wróci w przyszłym tygodniu”. Zegar zwykle działa na Twoją niekorzyść i obie strony o tym wiedzą.
- Notariusz zamiast sądu. Dobrowolne poddanie się egzekucji przy umowie, której nie zdążyłeś przeczytać, oznacza, że o wysokości długu dowiesz się od komornika.
Podpisałeś już umowę — co teraz
Kolejność ma znaczenie, bo część terminów biegnie od dnia zawarcia umowy, a nie od chwili, w której zorientujesz się, co podpisałeś.
- Zbierz komplet dokumentów. Umowa pożyczki, umowa konsultingowa, akt notarialny, harmonogram, potwierdzenia przelewów oraz cała korespondencja sprzed podpisu. Zrzuty ekranu z reklamy też się liczą.
- Ustal, kim byłeś w tej umowie. Konsumentem czy przedsiębiorcą. Od tego zależy, czy w ogóle sięgniesz po limit kosztów z art. 36a i po ochronę przed klauzulami abuzywnymi.
- Sprawdź firmę w rejestrze KNF i w KRS. Brak wpisu przy pożyczkach dla konsumentów to poważny argument w sprawie i konkretny materiał dla nadzoru.
- Zakwestionuj koszty na piśmie. Wezwanie do zwrotu nienależnych kosztów wysyłasz listem poleconym, z terminem i podstawą prawną. Milczenie działa na korzyść drugiej strony.
- Pilnuj klauzuli wykonalności. Jeśli wierzyciel składa wniosek na podstawie aktu notarialnego, masz konkretne środki obrony, ale tylko w krótkim terminie od doręczenia orzeczenia.
- Zgłoś sprawę tam, gdzie zostawia ślad. Zawiadomienie do prokuratury, sygnał do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, zgłoszenie do KNF. Nawet odmowa wszczęcia postępowania buduje obraz praktyki firmy przy kolejnych sprawach.
Zanim podpiszesz cokolwiek nowego: poproś o wzór umowy na e-mail i daj sobie 24 godziny. Żadna realna oferta finansowania nie znika w jedną noc, a każda, która znika, właśnie powiedziała Ci o sobie wszystko.
Jeśli szukasz legalnych dróg wyjścia z długów, opisaliśmy je osobno w tekście o umorzeniu długów. Efekty spraw prowadzonych przez Fundację znajdziesz w dziale wygrane, a zasady współpracy i koszty — w cenniku.
Najczęstsze pytania
Czy kredyt na chwilówki jest legalny?
Sama konsolidacja zobowiązań pozabankowych jest legalna. Nielegalne bywa to, co firmy dokładają wokół niej: koszty przekraczające ustawowe limity, druga umowa maskująca prowizję albo wprowadzanie w błąd co do warunków. O ocenie decyduje treść dokumentów, nie nazwa produktu.
Czy da się odzyskać zapłaconą prowizję?
Bywa, że tak. Przy umowie konsumenckiej koszty ponad limit z art. 36a po prostu się nie należą. Przy umowie zawartej jako przedsiębiorca sięga się po wyzysk z art. 388 Kodeksu cywilnego albo po zarzut nieważności poszczególnych postanowień. Każda taka sprawa jest indywidualna i wymaga analizy dokumentów.
Podpisałem akt notarialny o poddaniu się egzekucji. To koniec?
Nie. Akt notarialny skraca wierzycielowi drogę do komornika, ale nie zamyka drogi obrony. Kwestionuje się wtedy samo roszczenie oraz warunki, na jakich powstało. Kluczowe jest jednak tempo, bo terminy liczą się od doręczenia dokumentów z sądu.
Czy można wyczyścić BIK za opłatą?
Nie. Można sprostować dane nieprawdziwe i wycofać zgodę na przetwarzanie danych po spłacie zobowiązania. Nie da się kupić usunięcia prawdziwej historii opóźnień, a firma, która to obiecuje, sprzedaje coś, czego nie posiada.
Analiza umowy w Fundacji
Jeśli rozpoznajesz w tej historii własną sprawę, przyślij nam dokumenty. Sprawdzamy trzy rzeczy: czy działałeś jako konsument, jak naprawdę wygląda całkowity koszt zobowiązania i czy w umowie są postanowienia, które da się podważyć.
Nie podpisuj nowej umowy, żeby spłacić starą, dopóki ktoś nie policzy jej kosztu na papierze. To moment, w którym najczęściej rodzi się drugie zadłużenie, większe od pierwszego.
Odezwij się — analiza w większości przypadków jest bezpłatna:
Materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Opisana sprawa oraz kwoty dotyczą indywidualnego przypadku i nie przesądzają wyniku żadnego innego postępowania. Ocena konkretnej umowy wymaga analizy dokumentów.
dr Przemysław Mazurczak, Fundacja Nieco Więcej
Bezpłatna analiza
Podejrzewasz, że w Twojej umowie jest coś nie tak? Napisz do nas
Zostaw kontakt i prześlij umowę. Opiekun sprawy policzy realny koszt zobowiązania, sprawdzi zapisy i powie wprost, co da się zrobić. Analiza nic nie kosztuje i do niczego nie zobowiązuje.
Wolisz porozmawiać? Zadzwoń: 507 507 663 lub napisz: biuro@niecowiecej.pl
